Witam nie dawno rozstalam sie z facetem ,ktorego pokochalam naprawde ze wzajemnascia (jestem rozwodka).Kiedy go zobaczylam zakochalam sie tak jak nigdy wczesniej nawet meza tak nie kochalam i teraz poznalam faceta z ktorym zamieszkalam jest przystojnym milym facetem ale boje sie ze z nim nigdy tak nie bedzie jak z moim poprzednim ktorego ciagle Sama się śmieję z tego problemu, ale nie umiem mieszkać z facetem. Ciągle się czegoś wstydzę. Jak mieszkałam sama to chodziłam nago po mieszkaniu, przy nim nigdy tego nie zrobię Witajcie, problem dokładnie taki jak napisałam w temacie Mam 23 lata, faceta z którym jestem w stałym związku od kilku lat, ale i właśnie od kilku lat jestem o niego bezpodstawnie zazdrosna, bywa nawet, że robię zła tak bez powodu i wówczas wylewam na niego wszystkie moje żale. Walczę z tym od „– Wiem, że podobny temat był już poruszany, nigdy jednak nie ma dwóch identycznych. Jestem mężatką od 3 lat, niestety nie kocham męża i vice versa, jesteśmy razem z przyzwyczajenia Ten temat jest archiwizowany i nie można dodawać nowych odpowiedzi. Facet którego kocham zwierza mi się z problemów sercowych Przez Gość Klaudia6777, Listopad 22, 2013 w Życie uczuciowe Od roku jestem z moim chlopakiem. Planuje z nim powazna przyszlosc on ze mna rowniez. Na poczatku wydawalo mi sie czlowiekiem innym co bardzo w nim lubilam. Nie mowil jednak za wiele o sobie ale Znbnr4. Witajcie, problem dokładnie taki jak napisałam w temacie... Mam 23 lata, faceta z którym jestem w stałym związku od kilku lat, ale i właśnie od kilku lat jestem o niego bezpodstawnie zazdrosna, bywa nawet, że robię zła tak bez powodu i wówczas wylewam na niego wszystkie moje żale. Walczę z tym od dawien dawna, ale to silniejsze niż ja. Miałam już wielkie postanowienia, że oduczę się tego, bo chciał ode mnie odejść... Po 3 miesiącach płakania w poduszkę, wróciliśmy do siebie, ale problem nadal jest. Oczywiście kiedyś nasza relacja wyglądała troszkę inaczej niż teraz - okłamał mnie kilka razy, zapomniał o moim istnieniu, wymienił na kolegów, ale nigdy nie zdradził i obecnie wiem, że to te moje fanaberie doprowadziły go do sytuacji, gdzie po prostu bał się wyznać niektóre rzeczy i przyprowadzić do znajomych i rodzinnego domu. Wyznał też mi, że poszedł raz do kolegi, a jego dobra znajoma zrobiła tam striptiz. Druga sytuacja dotyczyła jakiejś banalnej imprezy, na którą też wkręcił się przez przypadek. Dziś już wszystko wyjaśnione, próbujemy budować relacje na nowo. Jestem ważna, wiem o tym, bo często u niego bywam, bardzo o mnie zabiega, wszystkim przedstawia, planuje ze mną przyszłość i zrezygnował z wyjazdu za granicę, by przy mnie być. Najgorsze jest to, że ja wiem, że mnie kocha, czasem się kłócimy o byle co, bywają awantury, ale w gruncie rzeczy dobrze nam ze sobą i nie chcę go stracić, a wiem, że bardzo go krzywdzę okazując mój rzekomy brak zaufania. Ja mu ufam, jestem najważniejsza, ale mimo to czuję się gorsza od jego koleżanek, kiedy te z nim gadają. Bywam zazdrosna o jego kuzynkę/ siostrę, chociaż nigdy nie dał mi powodu bym mogła przejmować się dobrą relacją z rodziną, ale mimo wszystko ja mam do nich jakąś dziwną niechęć, i tak jestem zazdrosna nie wiem o co i nie wiem dlaczego ale jestem. Kiedy włączam komputer przeszukuję jego profile, szukam kont, żeby mieć haczyk. Uswiadomiłam sobie, że to ja mam powazny problem, a nie on. Kocham go, chcę z nim być, ale i tak jestem despotyczna, krzyczę, rządzę nim i poniewieram... Ja nie chcę taka być, nie chcę się złościć o byle co, nie chcę unikać do końca życia jego znajomych płci żeńskiej i przeklinać w myślach najbliższą rodzinę osoby, którą kocham. Przecież to chore, co ja potrafię mu zarzucić... Wypominam historie sprzed paru lat, czasami wystarczy jedno damskie imię rzucone gdzieś w towarzystwie a ja już umiem sobie resztę dopowiedzieć. Ataki agresji slownej miewam codziennie, nie uderzyłam go nigdy, ale ja boję się, że to zniszczy mój związek. Poza tym nienawidzę siebie za to, krzywdzę go bardzo, mam wyrzuty, przez dzień lub dwa jestem fajna a potem znów i znów... Mieliście kiedyś coś takiego? Singielki przekrzykują się, że większość wolnych facetów, jest beznadziejna, bo zależy im tylko na jednym, czego często w prost nie przyznają, tylko cwanie do tego dążą, a później chuj bombki strzelił, ślubu nie będzie. I chciałbym delikatnie odbić tą piłeczkę pompowaną pretensjami i zapytać – z kim ten seks Ci faceci uprawiają? Co w tym złego, że facetom zależy na pięknym pudle wyniesionym na wysokich obcasach i jędrnym tyłku, który ledwo mieści się w skąpo skrojonych dżinsach? Chcemy karmić Cię nadzieję, obiecywać Ci te wszystkie farmazony, smażyć dla Ciebie przepyszną poranną jajecznicą, taką samą jak ta, którą zajadałaś się w zeszłą sobotę w naszym łóżku. Chcemy się chwilowo o Ciebie starać, aby w triumfie przed innymi, ściągając z ciebie seksownie skrojone majtki i karmić Cie nadzieją, że jutro czeka nas kolejny piękny dzień. I że te dni będziemy mogli liczyć w setkach podobnych, naszych, tak oczywistych, że nikt nie będzie się musiał nad nimi zastanawiać. Tego przecież od nas oczkujesz? Za każdym razem, kiedy ze łzami w oczach lecisz do sklepu po butelkę słodkiego wina i paczkę mentolowych papierosów, okazyjnie kurwiąc pod nosem, że faceci to palanci, którym zależy tylko na seksie. W jednym masz rację. Wiemy ile Ci obiecać, aby posiąść twoje ciało. Wiemy kiedy Ci się przyznać, że to jednak nie miłość – że staraliśmy się, bo jesteś smacznym pudełkiem czekolady, ale nic z tego nie będzie, bo lubimy też inne smakołyki. Koleżanka już nie musi Ci podpowiadać, abyś napisała pierwsza. Nie pisz, bo tylko Cię zaboli nasza ignorancja i głupie wymówki, że nagle zaczęliśmy nie mieć czasu. Zmieniliśmy się, co? Nie to Ci obiecywaliśmy i chyba już kiedyś to przerabiałaś? Miało być inaczej, a skończyło się jak zwykle. Ale co z tego, skoro w twoim telefonie zaraz pojawią się następni – może ciut inaczej opakowani, ale w gruncie rzeczy tacy sami. Atrakcyjni i w całej tej swojej atrakcyjności, cholernie beznadziejni. Przypatrz się nam z boku, a może szczęśliwie zrozumiesz, dlaczego wciąż nie wychodzi Ci w związkach i miłości. Uwaga, mogę być dla Ciebie Hubertem. Dwudziestoczteroletnim trenerem personalnym z Warszawy, którego równie często jak na siłowni, spotkasz w solarium. Jestem wysoki. Mam ciemne, modnie przystrzyżone włosy i kurtkę ramoneskę, która świetnie komponuje z moim niepoukładanym rockandrollowym stylem, którego nie powstydziłby się sam Adam Levine. Cenię sobie dobre rzeczy i nieskromnie mogę stwierdzić, że mam świetny gust. Wiem o tym i nie piszę Ci tego, aby się chwalić czy wyjść na buraka. Chcę, abyś wiedziała, że cenie sobie jakość i nie zadowolę się byle czym. Facet premium? Być może, ale jestem też trochę niepoukładany? Może trochę roztrzepany, ale bardzo spontaniczny, pewny siebie i zabawny. Czy podobam się kobietom? Pomidor. Choć nie ukrywam, że dziewczyny dość śmiało rzucają mi spojrzenia, gdy mijamy się na ulicy. Dlaczego? Nie wiem, może to wzrost, a może dobrze rozbudowane barki, szerokie plecy i ciemno oliwkowa skóra pokryta tatuażami? Owszem, lubię o siebie zadbać, bo uważam, że żadna kobieta, która o siebie dba, nie chciałaby być dotykana przez mężczyznę, który ma brudne, nieprzystrzyżone pazury. Związki? Jestem singlem i nie zrozum mnie źle, nie jestem zamknięty na miłość, ale po prostu jeszcze nie spotkałem dziewczyny z którą warto byłoby się związać. Kolejny? Piotrek, 21 – i wcale nie chodzi mi o wiek, bo lat mam 28. Może być? Zacząłem dość śmiało, bo taki już jestem. Nie lubię chamówy i zawsze mówię otwarcie o tym co myślę. Takich ludzi też sobie cenie. Mam ciemne, krótki ścięte włosy, które nie rozstają się z pomadą. Kocham dobrą zabawę, zwłaszcza, gdy zaczyna się od dużego S. S jak spontan. W czasie wolnym szczęśliwy posiadacz białego BMW Serii trzeciej z 2011. Wersja z napędem stałym przenoszonym na cztery koła, czyli X-Drive. Moc 306 KM, silnik ma 6 cylindrów w układzie rzędowym. Pewnie Cię to za wiele nie mówi, ale spokojnie nie jestem sebiksem, tylko uważam, że BMW to bardzo dobre samochody. Zresztą, jak tylko będziesz tylko chciała to pokaże Ci tą przyjemność płynącą z jazdy. Mógłbym zabrać Cię w góry lub nad morzę, bo chyba jeszcze nie wspominałem jak bardzo kocham podróże? Moje cechy szczególne? Nie jestem aż nad to wyjątkowy, ale podobno mam piękny, biały uśmiech i uwaga cytuję “słodkie dołeczki”. Zawsze poczujesz ode mnie dobre, męskie perfumy i zobaczysz mnie w wyprasowanej koszuli. Jestem po Katowickim AWFie i pewnie podobnie jak Ty, kocham poznawać ludzi. Nie znoszę nudy i bywam gwarancją ciekawych poranków i niezapomnianych wieczorów. Ponadto, fajnie jakbyś kochała zwierzęta, bo mam świra na punkcie kociaków i często cenie sobie towarzystwo swoich dwóch poczciwych czworonogów, niż zakłamanego, fałszywego “przyjaciela”. Nie wiem czy wpadłem Ci w oko, ale jeśli nie, to jestem też Pawłem. Dwudziestosześcioletni letnim poznaniakiem, który przyjechał do stolicy za pracą. Pracuję tutaj jako fotograf od 3 lat, ale dorabiam też jako montażysta video. W czasie wolnym trenuje sztuki walki, z którymi jestem związany od jakiś trzynastu lat. Obecnie posiadam 1 dan, czarny pas z 1 pagonem złotym w ju jitsu. Skromne 187 cm wzrostu i 105 kg wagi. Kocham życie, zwłaszcza, jak mogę aktywnie spędzać czas, więc jeśli masz rolki to dawaj, a jak nie to kupuj i też sobie pojeździmy. Kobiety? Potrafię z nimi rozmawiać. Wiesz, wychowałem się z dwoma siostrami, więc chcąc nie chcąc, mam w sobie ten damski pierwiastek i bardzo Ciebie sobie wartości rodzinne. Najbardziej w dziewczynach lubię szczerość. Trzymam się z daleka od księżniczek, które same nie wiedzą o co im tak naprawdę chodzi. Jestem gentlemanem i szanuję kobiety – pod warunkiem, że one szanują mnie. Szukam kogoś, kto kocha muzykę, bo to ona towarzyszy mi przez większą część samotnego dnia. W wolnych chwilach śmigam na koncerty. Te duże, topowych gwiazd, jak i te mniejsze. W tym roku widzimy się na Beyonce i Jay-Z – bo oczywiście drugi bilecik mam dla Ciebie pod warunkiem, że zgodzisz się umilić mi tą podróż. Czy teraz zaczynasz rozumieć dlaczego my, na pozór normalni już za chwile będziemy stanowili początek twoich problemów? Od tego dzieli nas twoje jedno przesunięcie palcem w prawo. Wpadniesz, choć nie przyznasz się nam do tego od razu. Zaserwujemy Ci takie pierwsze spotkanie, że przez resztę tygodnia nie będziesz o niczym innym myślała. Nasz problem, a może twój problem, polega na tym, że nie chcesz byle czego. Że chcesz nas bo w całej tej normalności, jesteśmy nienormalni. Młodzi, ATRAKCYJNI, zabawni, “szczerzy”. Potrafimy słuchać, wiemy jak rozmawiać z kobietami. Dlaczego? Bo cieszymy się ich powodzeniem i skrupulatnie to wykorzystujemy. Musisz zrozumieć, że w tym wieku facet będący singlem to nie przypadek. oczywiście nagadam Ci, że właśnie zakończyłem swój czteroletni związek. Oczywiście nie usłyszysz ode mnie, że to była tylko jej wina – bo przecież chcesz usłyszeć, że wina leży po obu stronach, że wyciągnąłem wnioski z tej straty, ale już nic do niej nie czuję. Żałuję, wyciągnąłem wnioski i chcę być lepszy dla kogoś innego z kim wejdę w związek. Chcesz w tym wszystkim dostrzec szansę dla siebie, ten pierdolony fart, który tak dawno gdzieś zgubiłaś. Masz nadzieję, że tym razem los się do Ciebie uśmiechnął, a ja bym się pokusił o stwierdzenie, że on znów uśmiechnie się do mnie. Nie jestem idiotą, mam świadomość, że dobrze zarabiam, świetnie się ubieram, posiadam seksowne, atrakcyjne ciało i kobietom się to szalenie podoba. Po co miałbym się wiązać i użerać z twoimi humorkami, zazdrością i ograniczeniami? Po co miałbym z czegoś rezygnować, skoro mogę mieć wolną wolę i wciąż się bawić z atrakcyjnymi pannami – z takimi jak Ty, a gdy mi się znudzi, to umówić się z kolejną zdesperowaną naiwniarą? Podoba Ci się to, że jestem inteligentny, błyskotliwy, śmiały i wygadany? A jaki mam być, skoro wiem, że tacy faceci pociągają większość kobiet? Zapytaj mnie o sprawy rodzinne i pomysł za życie za kolejne 5 lat – przedstawię Ci odpowiedź najwyżej punktowaną, to co każda z Was chcę usłyszeć. Zrobię też tam miejsce dla Ciebie i nasze wspólne mieszkanie, gromadkę szczęśliwych smyków i bajeczki pod tytułem “zadbam o Ciebie jak nikt inny. Będziesz ta jedyną, piękną”. Czy jestem palantem? Kwestia sporna,śmiem twierdzić, że to Ty jesteś głupiutka, bo nie masz już 16 lat, a dalej pozostajesz bardzo naiwna, decydując się wchodzić mi do łóżka na 1 czy 3 spotkaniu. Dobra, mam nadzieję, że tyle wystarczy. Wracam do roli Kobusa – obrońcy uciemiężonych. Widzicie dziewczyny – każdy ciut starszy facet, ma świadomość tego co uważacie za atrakcyjne i co chcecie usłyszeć. Zdaje sobie też sprawę, że w pewnym wieku nie macie już zbyt wiele czasu, aby zastanawiać się i przebierać, bo wszyscy “fajni” są już w związkach i musicie się ratować tym co obecnie serwuje Wam rynek. A co serwuje? Nie ogarów życiowych, na których nie zwracasz uwagi i wolnych, pewnych siebie, zabawnych i inteligentnych przystojniaków dla których portale randkowe to stały dostęp do świeżego mięsa (powodzenie wśród kobiet bardzo deprawuje męskie ego). Facet nie szuka na tinderze rozmowy, która zabije jego wolny wieczór. On szuka okazji do zredukowania poziomu nasilenia, który generuje mu stojąca pała. Internet to najszybsze i najłatwiejsze miejsce do łapania niezobowiązujących okazji – bo jest wypełniony sfrustrowanymi, samotnymi kobietami (i facetami, którzy chcą odreagować przeszłe związki), które tak bardzo pragną miłości, że w jej imię pozwolą sobie uwierzyć i zrobić dosłownie wszystko. I wiesz? Tu już nawet nie chodzi o to, że jesteś łatwa. Bo wcale tak być nie musi. Pozbądź się złudzeń, że trafiłaś na supermana, przeoczony diament, którego nikt nie zauważył. Zapewniam Cię, że jego diament nie w jednych rękach był trzymany i taki gość może Ci naobiecywać dosłownie wszystkiego, abyś jadła mu z ręki. Im jesteś młodsza tym jest mu łatwiej Ci nagadać, bo tym mniej czujnie podchodzisz do tego pięknego zgiełku (i brak Ci doświadczenia ze wcześniejszych związków), którym chcę Cie otoczyć. Nie łykaj jak pelikan, pięknie brzmiących półprawd, mówiących o tym, że nie ma szczęścia w miłości, że został skrzywdzony, bądź wciąż szuka i “chyba właśnie znalazł”. Nie pompuj swojego ego tanimi komplementami i broń boże nie traktuj ich, jako wyznacznika swojej atrakcyjności. Współcześni wolni faceci, często bawią się kobietami i wykorzystują to, że bywają one spragnione czułości i liczą na happy end w swoim życiu. Doskonale też wiedzą jak z nimi rozmawiać i jak sprawić, aby traciły dla nich majtki głowę. I masz rację, to nie sprawiedliwe, że dobro swojego fiuta stawiają wyżej niż wasz późniejszy stan psychiczny, ale same sobie na to pozwalacie. Jesteście śmiałe, szybko decydujecie się na seks – często nawet większość roboty wykonujecie za nich, oddając się na tacy. Dupa jest najgorszym sposobem do serca mężczyzny – ale jakże pociągającym, kiedy on tak na Ciebie patrzy. Ja rozumiem, że któraś z pań może być wyposzczona, ale jeśli przyjemność stawia wyżej, niż szacunek do własnego ciała – to niech nie ma później pretensji, że facet się kilka razy zadowoli i zniknął, traktując ją jako nic nieznaczącą jednorazówkę. Odpowiedz sobie szczerze czego szukasz – jeśli sam seks Ci pasuję, w porządku, baw się, ale jeśli liczysz na coś więcej to wymagaj rzeczy, które będą mu sprawiały problem i nie dawaj tyłka tylko dlatego, że powiedział Ci, że jesteś ładna – i zrobił zajebiste spaghetti lub włączył nudny film (całkowicie przez przypadek). Nie wszystko złoto, co się świeci. I nie wszystko co atrakcyjne da Ci to piękne i szczęśliwe życie – tym bardziej jeśli faceci myślą tylko o jednym, a kobiety pilnują tego, by nie mogli przestać. Jeśli facetowi rzeczywiście zależy na stabilizacji u twojego boku – to niech się ustabilizuje i przestanie o tym gadać, bo mówić, a robić to dwa odmienne działania 😉 “Dobry Boże, dziewczyno, idziesz na całośćDziewczyno, twoje nogi wyglądają najlepiej kiedy ja je rozdzielam (O tak, tak, tak, tak)Dobry Boże, czemu idziesz na całość? (Zrób to dziewczyno)Chłopcze, Ja chce być dobra ale ty sprawiasz, że jestem zła (Bidi, bang, bang, bang)Kochaj mnie, kochaj w ten sposóbKochaj mnie jakbyśmy nigdy nie odpuścili (Co miałeś na myśli?)Kochaj mnie, kochaj w ten sposóbTrochę trochę, bardzo wolnoNie spiesz się i zrób to tak jakbyśmy byli na Jamajce albo W Nowym Jorku (woop, woop, woop, woop)Kochaj mnie, kochaj w ten sposóbKochaj mnie, daj mi trochę szalonej miłości” Hej, na moim blogu będą pojawiały się wpisy z czerwonym znaczkiem przy nazwie. Są to wpisy zastrzeżone hasłem, które możesz otrzymać tylko i wyłącznie stając się moim Patronem. Jak zostać Patronem Kobusa? Dlaczego to kosztuje tyle co tabliczka czekolady? Co za to otrzymasz? Po co mi Twoje pieniądze? Dowiedz się, klikając tutaj: 203,545 osób przeczytało Porozmawiajmy o miłości... Ciekawie się zaczyna… Sam Pan mnie sprowokował tytułem swojego nowego programu. Co zatem kocha Pan najbardziej z tego, co Pan lubi? Gdyby to było parę lat temu, powiedziałbym, że najbardziej lubię spać. Nie uwierzyłabym, zważywszy na porę naszej rozmowy - dziewiąta rano! A Pan już w dodatku po porannym programie w Trójce. To prawda. A w dalszej kolejności powiedziałbym, że kocham słuchać muzyki. Ale łapię się na tym, że czas zmienia moje upodobania i są takie momenty, kiedy lubię pracować. Oczywiście, nie za bardzo forsownie, żeby nie przestać tej pracy lubić. Praca to przede wszystkim radio. Nie może być inaczej, skoro od 45 lat jest Pan związany z Trójką. I dlatego w mojej działalności telewizyjnej wytworzyła się próżnia. Więc dogadaliśmy się z TVP2, że zrobię coś nowego. Pozbierałem pomysły, które mi latały po głowie, i postanowiłem sklecić rodzaj magazynu autorskiego. Pana romans z telewizją też zasługuje na szacunek. Zaczął się w 1972 roku od telefonu Mariusza Waltera, który zapraszał Pana do słynnego "Studia 2". A Pan się namyślał aż godzinę! Swoją drogą to zabawne, że kiedy powstała telewizja, traktowano ją jako rodzaj zsyłki z radia. Szli tam, jak się mówiło, ludzie bez wyobraźni. Panu tej wyobraźni nigdy nie brakowało. Dziękuję za komplement. Tak się kiedyś mówiło też w radiu, że tych mniej zdolnych zabierają do telewizji. Ale dzisiaj telewizja jest permanentnym wyzwaniem. Jeśli ktoś nie ma ochoty się z nim mierzyć, niczego tam nie dokona. A mnie czasem korci, żeby spróbować, czy w tym, jak pani powiedziała, ograniczającym wyobraźnię medium można jeszcze zrobić coś, co dzisiejszy widz zaakceptuje. Podkreślam "dzisiejszy", ponieważ stosunkowo łatwo w mojej sytuacji, gdy jest się w mediach już parę dziesięcioleci, odnieść się do tych, którzy mnie znają. Jedni mnie zaakceptowali, inni mnie nie cierpią, ale to określona grupa. I do pozyskania jest element tej milczącej części, o którą tak walczą partie polityczne. Chcę sprawdzić, czy uda mi się ich zainteresować. Telewidzowie kochają Pana za poczucie humoru, ale na internetowych forach obok wyznań w rodzaju "Przystojniaczku, lubię cię" są i takie: "Sporo już w życiu zarobił. Trzeba dać szansę komuś młodemu, a on na emeryturę". W internecie panuje błoga anonimowość, więc napastliwości jest dużo. Nie mam na to wpływu. Bo co mogę zrobić? Albo sobie podetnę żyły po przeczytaniu wrednego postu, albo będę robił to, co - moim zdaniem - część ludzi akceptuje. Najbardziej niezrozumiałe są dla mnie ataki, jakich doświadczyłem po festiwalu w Opolu w 2012 roku, kiedy to wystąpiłem na koncercie z synem. Wprowadził Pan syna do show-biznesu niczym dobra matka pannę na salony. Zaznaczyłem, że to jednorazowa sytuacja, bo akurat był Dzień Dziecka i mnie o taki występ poproszono. Ale to nie trafia do tych, którzy mnie nienawidzą, więc natychmiast dostałem masę uwag na temat jego i mój. Że to nepotyzm, że załatwiam mu robotę itp. Gdyby to brać poważnie, trzeba by zamknąć całą firmę Bliklego, bo przechodzi z pokolenia na pokolenie - toż to czysty nepotyzm! Tyle że Blikle jest prywatną firmą, a TVP nie. Ale nikt nie ma za złe Krystynie Losce, że w telewizji pracuje jej córka Grażyna Torbicka, czy Tadeuszowi Kraśce, że jest tam jego syn Piotr. Talent zawsze się obroni. Jest mnóstwo takich przykładów. A te ataki wynikają z frustracji albo zazdrości. Nie można wszystkiego brać do siebie, bo człowiek musiałby w ogóle nie wychodzić z domu. Najbardziej mi szkoda syna, dlatego że on jest w sytuacji bez wyjścia. Bo jeżeli zrobi coś w mediach, będzie "głupkiem, któremu ojciec załatwił karierę". A jeżeli nie zrobi, będzie - w opinii tych ludzi - tak głupi, że nawet moje wstawiennictwo mu nie pomogło. Ale trucizna w sieci jest i, trudno, trzeba się z tym pogodzić. Dialog, jaki Panowie - przedstawiciele dwóch pokoleń - prowadzili podczas koncertu z okazji 60-lecia TVP, dowodził, jak wielkie jest między Wami porozumienie. To duża sztuka tak wychować syna. Cieszę się, że pani użyła tego słowa, bo między nami porozumienie jest na co dzień. On nawet słucha tej samej muzyki co ja, bez jakichkolwiek moich sugestii. Nie mam zwyczaju niczego mu narzucać. I dlatego nasza rozmowa nie była dęta, nikt jej wcześniej nie zapisał w scenariuszu. Marcin się zgodził, ponieważ miał do mnie zaufanie. Było dla nas naturalne, że mówimy o tym, co nam obu sprawia przyjemność. Jestem z niego zadowolony. Uważam, że dobrze wypadł bez mojego promowania go na siłę. Ale on ma inne zainteresowania - uczy się fotografii i grafiki komputerowej. Słowem, poszedł w ślady dziadka. Pana ojciec Kazimierz Mann był wybitnym malarzem i grafikiem. Czy między Panem a synem był okres, kiedy ta miłość była trudna? Nie chcę zapeszać, ale prawdziwego buntu i dużego konfliktu właściwie nie było. Liczyłem się z tym, że może nastąpić odrzucenie rodziny i ważniejsi staną się koledzy, że podzieli nas światopogląd: spojrzenie na społeczeństwo, kulturę, na wszystko. Ale ów niebezpieczny pod tym względem okres dojrzewania przeszedł niepostrzeżenie. Nawet jak go pytałem, czy robi rzeczy, które chciałby przed nami ukryć, z dość jasnym okiem mówił, że niewiele. Może się udało. Kolejna Pana miłość to dobry żart. Co to właściwie jest? Nie ma na to recepty czy wzoru do rozpisania. Dla mnie dobry żart to ten, który mnie rozbawia. Wzdycham, słysząc pani stwierdzenie, że lubię dobry żart. Bo wokół jest tyle niedobrych, że jestem zmartwiony. Widzę ogromne festiwale żartu w różnych stacjach telewizyjnych. I jeżeli przez dwie godziny raz się uśmiechnę, jest nieźle. Ale może już jestem stetryczałym dziadem, któremu nic sie nie podoba? A nowe polskie komedie? Potrafiłby Pan wymienić jakąś naprawdę śmieszną? Nic mi nie przychodzi do głowy. W większości autorzy uważaja, że jak bohater nie używa bluzgów albo nie stanie mu się coś kompletnie beznadziejnego, np. nie wpadnie głowa w szambo, to nie jest dla ludzi śmieszne. Odbieram to jako rozpaczliwe próby sięgania po ekstrema. A co ostatnio Pana rozśmieszyło? Z żalem muszę powiedzieć, ze głównie śmieszś mnie rzeczy zagraniczne, zwłaszcza świetne brytyjskie seriale komediowe. A z polskich produkcji, niestety, te starsze. Często się uśmiecham, kiedy w TVP Kultura wyciągane są starocie, które prezentujemy z Grzesiem Wasowskim. Wiem, wiem. Najbardziej lubimy te piosenki, które znamy. Zatem: "Archiwizja". Tak, archiwalia. Tam są rzeczy naprawdę zabawne. Bez brutalności i rozpaczliwego szukania rechotu odbiorcy. A co z naszej polskiej rzeczywistości Pana rozbawiło? Może afera Amber Gold? To ma jakiś rys groteskowy, jeżeli pominiemy pokrzywdzonych ludzi, których prezes tej firmy wystrychnął na dudka. Groteska polega na tym, ze w kraju pozornie uporządkowanym, który nie jest już taka zadziwiającą krainą jak za poprzedniego systemu, może bezkarnie prowadzić tego typu działalność człowiek, który ma wyroki! To jest troszkę Ionesco. I to mnie nie śmieszy, tylko zdumiewa. A ta nasza naiwność, wiara w znalezienie żyły złota? To w nas było zawsze. Przecież to nie są legendy, że przed wojną jakiś gość sprzedał drugiemu kolumnę Zygmunta. Ta pazerność i zachłanność pozostały. Bolesne, gdy o rozumie zapominają ludzie, którym się powodzi nie najlepiej i wydaje im się, że w krótkim czasie mogą pomnożyć swoje oszczędności. Polska jest ciągle krajem, po którym krążą najróżniejsi oszuści, domniemane wnuczki, które babciom zabierają oszczędności, fałszywi kontrolerzy itp. To właściwie dramat, a nie śmiech. A inne Pana miłości? Nie chcę być niegrzeczna, ale na pierwszy rzut oka widać, że kocha Pan jeść. To miłość od dziecka? Mamusia dogadzała? No tak, mamusia dogadzała, a potem to się utrwaliło. To mój podwójny dramat, ponieważ ja te miłość musze powściagać, bo ciągle jestem na jakichś dietach. Tyle że ich skuteczność jest słaba. Pewnie, ze przyjemnie jest różne pyszne dania dostać do spróbowania! A tu nade mną jak topór wisi wyrzeczenie i świadomość, że niektórych rzeczy w ogóle nie powinienem jeść. Ale nie odmawia Pan sobie? Są momenty słabości w moim życiu, nie ukrywam. Na pewno wstrzemięźliwości nie pomaga moda na programy kulinarne. Może poszedłby Pan pod prąd i zrealizował magazyn antykulinarny? Widzę, jak czasami lubi Pan namieszać... Mógłbym zrobić parodię, bo rzeczywiście na specjalistów od gotowania jest teraz moda - od telewizji śniadaniowej po telewizję na dobranoc. Niewykluczone, że w moim programie pojawi się kącik kulinarny. Może trochę pomieszamy. Mam parę pomysłów, które są rodzajem parodii tego, co popularne. Śmiał się Pan kiedyś z teleturnieju "Koło fortuny" i Magdy, asystentki prowadzącego, do której zwracał się: "Magda, podaj panu literkę". Dzisiaj taka Magda jest Wodzianka w programie Wojewódzkiego. Ale Magda przy Wodziance to wzór skromności. Pan także ma asystentkę... Ani we mnie, ani w całej ekipie nie ma chęci epatowania nowoczesnością, w rodzaju: jeszcze bardziej się będzie błyskało, jeszcze bardziej rozebrane będa kobiety. U mnie nic nie będzie bardziej. Przy całej mojej sympatii dla młodych kobiet, które mają troszeczkę co pokazać, choć powinny troszkę ukryć, najbardziej zdumiewające jest to, ze taka Wodzianka jako typ staje sie nagle kimś rozpoznawalnym i ważnym, niemal na równi z Januszem Gajosem albo… ...z Januszem Głowackim. Ale skąd! Głowacki przy niej przepada! Za mało występuje. A społeczeństwo jakoś tak się formatuje, że użyje tu nowoczesnego słowa, że wielość "pojawień się" na ekranie i w kolorowych gazetach jest równoznaczna z ważnością tej osoby. To jakaś straszna herezja współczesna. Nie kocha Pan celebrytów. Nie tyle ich samych, ile otoczki, która im towarzyszy. Dziennikarze robią z nich nie wiadomo co. Przez całe tygodnie opisują historie kota znanego kogoś albo piszą o butach, które włożył. Albo też, że ktoś tak się nachylił, ze widać było kawałek tyłka. Błędne koło. A potem ten biedny celebryta, który raczej nie jest profesorem uniwersytetu, uważa, że jak się nachyli i coś mu wyjdzie bokiem, to jest to właśnie ważne i tak trzeba robić. Więc on się nachyla bez przerwy, a inni go fotografują. Pan kiedyś rozmawiał na antenie z dziećmi. Otóż nawet one pytane na Karuzeli Cooltury, dlaczego warto pracować w telewizji, odpowiedziały bez namysłu, że dla sławy i pieniędzy… To bym przyjął, tylko trzeba by im wytłumaczyć, co to jest prawdziwa sława. Bo to, że moja gęba będzie rozpoznawana, to jeszcze nie jest sława. Ale ja juz jestem z innego pokolenia. A kocha Pan sławę? Nie, nie, nie. Absolutnie zaprzeczam. Popularność, ta pozytywna, jest przyjemna. Jak spotkani przypadkowo ludzie coś miłego powiedzą, że oglądali, pamiętają, jest sympatyczne. Ale jestem jak najdalszy, co mogą potwierdzić wszyscy moi bliscy, od kochania sławy. Chyba widać, że nie pcham się na bankiety ani pod kamery. Nie lubię takich spędów i gadania o niczym. Wolę w tym czasie obejrzeć film albo poczytać. A pieniądze Pan kocha? Pieniądze są wygodnym środkiem do życia bez stresu. Ale bywało różnie, bo nie jest tak, że całe życie miałem zabezpieczone finansowo. Na szczęście po mamie odziedziczyłem nienaukową ekonomię wydatków. I nawet jeśli trzeba było łatać budżet, robiłem to bez stresu dla mojej rodziny. A teraz, kiedy finansowo jestem okrzepnięty, mam więcej spokoju. Ale nie ma z tego powodu żadnej euforii nocą podczas liczenia złotych talarów. No a mieszanie Pan kocha? Niedawno, i to po 19 latach, namieszał Pan widzom "Szansy na sukces", a zwłaszcza niedoszłym uczestnikom, kolejnym Steczkowskim i Cerekwickim, którzy mieli nadzieję zabłysnąć. Myśli pani, że to ja namieszałem? No może… Program i tak chylił się ku końcowi. Oglądalność spadała, wiadomo było, że już niedługo pożyje. Więc nie było tak, że uciekłem z okrętu, który nabierał wody. Kilka sytuacji, które tam nastąpiły, nieuczciwie opisanych przez tzw. świadków, spowodowało, że przyspieszyłem moje odejście. I na tym chcę skończyć, bo tylko winni się tłumaczą, a ja uważam, że winny niczemu nie jestem. A w podjęciu decyzji dopomógł mi sen… Podobno przyśnił się Panu biskup Jan Paweł Woronicz. Nie wiedziałam, że wierzy Pan w duchy. Wierzę. To nie był duch, to był sen proroczy. Nie było tak, że on zapukał do moich drzwi, tylko nagle ukazał się w głębi mojej podświadomości. Wiara czyni cuda, wiadomo. W jednym z archiwalnych programów był Pan nawet Bogiem. To miłe uczucie? Kiedyś w każdym programie przebierałem się za kogoś lub za coś, więc Bóg w sensie technicznym, czyli przebiórek, nie był niczym nadzwyczajnym. Ale o ile pamiętam, miałem tam ładne aniołki, więc to było dość przyjemne. Przykro mi, panie Wojtku, aniołkami byli faceci… Naprawdę? To musiało mi się pomylić. Może dlatego wyparł Pan to z pamięci, że temat, jaki z aniołami Bóg "przerabiał", był arcytrudny: "Polska". To program sprzed lat, ale wszystko, o czym mówiliście, jest wciąż aktualne. To dość bolesne. Kiedy w chwili melancholii zdarza mi się oglądać stare taśmy, część jest jakby robiona na potrzeby współczesności. To nie jest krzepiące. Pan Bóg w Pańskiej osobie skwitował wtedy zajęcia stwierdzeniem: "Biedna ta Polska". Inna ona była wtedy, ale teraz też jest sporo rzeczy, nad którymi Pan Bóg by się zadumał. W czym jesteśmy biedniejsi, a w czym bogatsi? Z natury jestem optymistą i uważam, że Polska w dużej mierze rozwinęła się w dobrym kierunku. Ale dotykają nas też rzeczy niekorzystne. A przy naszych skłonnościach do narzekania zawsze będziemy szukali minusów. Z jednej strony mamy np. czym się pochwalić - zorganizowaliśmy mistrzostwa Europy, jedyną taką imprezę w historii, a z drugiej strony jest zalew krytyki: autostrady nieskończone, dach się nie zasunął, trawa nie tak urosła, a co my z tym stadionem zrobimy itd. Wszystko jest powodem do narzekania. Często ci, którzy narzekają, są młodzi i nie wiedzą, jak było. Sam fakt, że teraz można bez wizy i paszportu polecieć w jakieś miejsce świata, z perspektywy mojego pokolenia jest fantastyczny. Młody tego nie docenia, bo ma to dane, z tym się już urodził. Mam świadomość postępu, tyle że w niektórych dziedzinach jest on zbyt powolny. Miłość ostatnia, panie Wojtku - na frasunek, jak mówi przysłowie, dobry trunek. Pan podobno lubi whisky. Chciałbym wyraźnie powiedzieć, że nie jestem pijakiem. Nie testuję też tej whisky co drugi dzień. Nie jest to dla mnie płyn, którego używam po to, żeby się znietrzeźwić, tylko żeby mieć przyjemność ze skorzystania. Bo to rzeczywiście trunek, który mi odpowiada. Mniej jestem miłośnikiem koniaków czy wódek. A jak gdzieś bąknąłem, że lubię whisky, to zaraz pojawiły się komentarze: "Aha, bo wódka mu nie smakuje!". A co to, nie wolno mieć własnego gustu?! Została nam jeszcze miłość od kobiet... O żonę nie pytam, bo to oczywista oczywistość. Lubi Pan kobiety? O tajemnych miłościach nie powiem. Żona, wiadomo! A po żonie pałam miłością do wszystkich kobiet świata. Istnieją małe gesty i chwile, dla których twój facet traci głowę - to drobnostki, o których nigdy ci nie wspomni. Warunek jest jeden, musi cię naprawdę kochać. Może nie mówi tego wprost, ale kocha te małe rzeczy. To, że dotyczą ciebie sprawia mu ogromną radość. Choć nie pomyślałabyś, że są one takie ważne, to dzięki nim czuje się dumny, zakochany i bliski twojemu sercu. 1. Lubi swój uśmiech, kiedy o tobie myśli Nie ma znaczenia, czy siedzi zestresowany w pracy, utknął w korkach, lub po prostu nudzi się przewijając Facebooka. Jeśli facet jest szczęśliwy w związku, kobieta jego życia mimowolnie zmusza go do uśmiechu, nawet nie będąc z nim w danej chwili w bezpośrednim kontakcie. Na samą myśl o niej lub słysząc jej imię, promienieje jak słońce w lipcu. 2. Kiedy gładzisz go po włosach lub kolanie, gdy prowadzi samochód Chciałybyśmy podać powód, dla którego tak się dzieje, ale jedyne co możemy powiedzieć to, że jest to najlepsza rzecz na świecie. Po prostu czują się wtedy kochani i równocześnie stuprocentowo męscy. 3. Przyłapywać cię na tym, kiedy na niego patrzysz Mężczyźni, jak każdy inny, pragną poczucia pożądania. Kiedy są z kobietą, przy której czują, że naprawdę chce być z nimi - która daje im to samo uczucie i wkłada taki sam wysiłek, jaki jej dają, to nie ma lepszego uczucia na świecie. 4. Kiedy robisz tę małą, śmieszną rzecz, o której nie masz pojęcia Może marszczysz nos, kiedy się śmiejesz, czy może uderzasz go w ramię, gdy jesteś (trochę) zła. Może bawisz się włosami, gdy pojawi się trochę nerwów. Cokolwiek to jest, robisz to w sposób naturalny i on to widzi. Zauważa to, ponieważ jest to jedna z wielu małych rzeczy oddzielających cię od jakiejkolwiek innej kobiety, którą kiedykolwiek spotkał. A ciebie kocha. 5. Kiedy może poczuć się dzięki tobie jak bohater To przejawia się w małych gestach. Zrobi ci herbatę, kiedy źle się czujesz, odbierze cię, kiedy ucieknie ci ostatni autobus. Troska o ciebie sprawia mu przyjemność i cieszy się, że jest ci potrzebny. 6. Twój uśmiech, gdy cię pocałuje Znasz tę euforię, która cię przeszywa, gdy całujesz tę właściwą osobę? To uczucie wypełniających cię endorfin? Ty po jego pocałunku, mimowolnie się uśmiechasz, nawet jeśli tego nie zauważasz. On to widzi i zapamiętuje. 7. Kiedy ogrzewasz się jego ciałem To może wydawać się głupie, ale to wtedy pokazujesz mu, że jest potrzebny. Nie zakładasz bluzy, dodatkowej pary skarpet - nic cię tak nie rozgrzewa, jak jego bliskość. 8. Całować tę gładką część twojej szyi, kiedy zasypiasz To najlepsze ujście dla jego emocji, kiedy przytula cię podczas snu. Kocha to robić, bo to delikatne i władcze jednocześnie. 9. Gdy mówisz mu po cichu coś seksownego w towarzystwie znajomych To bardzo go kręci i sprawia, że czuje niegasnące w tobie pożądanie. Wie, że jest w twoich oczach atrakcyjny i docenia w tobie niesłabnącą nutkę pikanterii. Choć marzy o stałym i spokojnym związku, to od czasu do czasu chciałby, by jego kobieta była wyuzdana i nieprzewidywalna - np. przez wyszeptanie czegoś na ucho. To go rozpala i sprawia, że nie chce przestać cię odkrywać. 10. Kiedy starasz się wyglądać olśniewająco wychodząc do jego znajomych I nie, nie chodzi tylko o wygląd, lecz także o otwartość - wiesz, co jest dla niego ważne i zupełnie tego nie ignorujesz. Zobacz również: Jak SMS-uje z tobą zakochany facet? Te 10 rzeczy robi na pewno! 25 rzeczy, których żadna kobieta nie powinna tolerować w związku Te pytania warto mu zadać, aby poznać go jeszcze lepiej Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź 1 2009-05-28 13:44:39 Ostatnio edytowany przez nieszczęśliwa (2009-05-28 13:46:23) nieszczęśliwa Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-05-28 Posty: 3 Temat: toksyczny związek z facetem którego nie kochamWitam Wszystkich bardzo serdecznie, po raz pierwszy loguje się na jakimkolwiek forum, ale po prostu jestem już tak bardzo zrozpaczona i załamana, a też nie mam nikogo komu mogłabym się wyżalić więc postanowiłam napisać do Was. Zacznę od tego, że jestem w 'toksycznym' związku od ponad 5 lat, z chłopakiem który jest 6 lat ode mnie starszy i który jest rozwodnikiem, żona od Niego odeszła do innego. Nie kocham Go, zresztą chyba nigdy nie kochałam, może kiedyś, na początku ale to raczej nie była miłość, tylko przywiązanie, przyzwyczajenie. Poznaliśmy się w pracy, Jego w tym czasie zostawiła żona, a ja byłam sama, On jest moim pierwszym chłopakiem. Minął już tak długi okres od kiedy jesteśmy razem i teraz widzę, że jedyne powody dla których z Nim jestem, to mieszkanie, które wspólnie wynajmujemy, pies i przyzwyczajenie, lęk przed byciem samotna, okropny lęk przed tym, że sama sobie nie poradze. Bardzo, ale to bardzo chciałabym odejść, odetchnąć, poczuć wolność i swobodę, samodzielnie decydowac o sobie..., problem polega na tym, że nie mam dokąd, na wynajęcie pokoju mnie nie stać, zresztą nie wyobrażam sobie mieszkania pod jednym dachem z obcymi ludźmi, nie jestem zbytnio towarzyska, jestem typem samotnika, intrawertyka, a po drugie do domu rodzinnego także nie wróce, ponieważ mój tata nadużywa alkoholu. Nie wiem..., czuje się tak starsznie samotna, bezsilna, nie rozumiana, nie mam przyjaciół, ba nawet nie mam żadnej bliskiej koleżanki, czego też nie rozumiem, jestem wesołą dziewczyną, ale jakoś tak ludzi do mnie nie ciągnie. Mój chłopak jest dobrym człowiekiem, uczynnym, ale ja Go po prostu nie jestem w stanie pokochać. Jeśli chodzi o seks to jest to dla mnie starszna udręka, musze się wręcz do niego zmuszać, nie czuje żadnego pożądania żadnej chęci, dla mnie seks (z Nim) mógłby nie istnieć. Kiedy się pokłócimy to wtedy jest strasznie..., On wcale nie dba o to żeby się pogodzić, o każdą kłótnie to ja musze zabiegać, nieważne czy powstała z Jego, czy z mojej winy (zresztą z Jego nie powstają żadne kłótnie), muszę błagać o zgodę, przepraszać, choć tak naprwadę myśle sobie wtedy co innego, przepraszanie jest niezgodne często z moim sumienie, ale na rzecz zgody musze się kajać i przepraszać, zawsze JA, musze się poczuwac do takiego obowiązku i do winy oczywiście, strasznie się wtedy czuje, jestem taka upodlona, ale co mam zrobić, kiedy fatalnie znoszę zgrzyty miedzy Nami, chodza mi wtedy po głowie różne myśli, za chwilę zaczynam szukać pokoju i po prostu jednym słowem wariowac. Kiedy mu oznajmiam, że się wyprowadzam (choc i tak w konsekwencji tego nie czynie) to słysze id Niego "znowu", lub "rób co chcesz", nawet nie wiecie jak to bardzo boli, kiedy po 5 latach związku widze że jest Mu obojętne czy jestem, czy też mnie nie ma. Nie ma też miedzy Nami tematów związanych ze ślubem, z dziećmi, jest mi tak przykro gdy słysze że ktoś wychodzi za mąż, mnie to chyba nie czeka. Jak się kiedyś zapytałam o kwestie naszego ślubu to osłyszałam "no przecież wiesz, że chcę byc z Tobą do końca życia", i tyle..., a ja się pytam siebie w jakiej formie?, w takiej jak teraz jesteśmy..., choć też prawda jest taka, że jakby mi się oświadczył to raczej na pewno moja odpowiedź brzmiałaby NIE!!! Sami widzice, czasem się zastanawiam, że to może coś ze mną jest nie tak, że to ja stawrzam jakieś problemy. boli mnie że nie potrafi się o nas starać, że kiedy wybiegam z domu cała we łzach, a potem wracam to potrafi siedzieć przed tv lub grać w gre na komputerze, dlaczego tak robi???, dlaczego tak się dzieje, co to ma oznaczac???, czy może mi to ktoś wytłumaczyć..., naprawdę nie rozumiem męskiej psychiki i toku myślenia. Ale, kiedy jest między nami ok to potrafi być zupełnie innym cżłowiekiem, czułym oddanym, widzę, że ma dwie twarze i dlatego jest mi tak bardzo ciężko z Nim być, lecz serce podpowiada odejdź..., a ja nie wiem gdzie, do kogo i jak i wiem też że jak nie teraz, to kiedys może być już za póżno, bo pojawią się dzieci, a wtedy to już będę chyba tylko sobie płuć w twarz i nigdy tego sobie nie wybaczę, nie wiem..., nie wiem juz kim On dla mnie jest 2 Odpowiedź przez ewka85 2009-05-28 14:07:19 ewka85 Dobry Duszek Forum Nieaktywny Zawód: Grafik komputerowy Zarejestrowany: 2009-05-27 Posty: 110 Wiek: 24 Odp: toksyczny związek z facetem którego nie kocham Jezeli go nie kochasz to nie warto sie poswiecac, moim zdaniem w takiej sytuacji powinnas wynajac pokoj z innymi ludzmi, to nie jest wcale takie zle rozwiazanie, szczegolnie zwazywszy na to ze nie masz znajomych. Tez bylam przez 5 lat w zwiazku, tylko u nas wszystko bylo inaczej, ukladalo sie wszystko idealnie i w momencie gdy zerwalam z nim nikt, znajomi, rodzina nie wiedzieli co sie stalo, przeciez tak dobrze bylo w naszym zwiazku. Ale ja po prostu go nie kochalam, to bylo przyzwyczajenie, rozmawialismy o slubie, dzieciach, ale nic nie ruszalo w tym kierunku. O wszystkim musialam decydowac ja, i tak samo wszystko co ja zrobilam bylo swietnie, to mnie dobijalo, bo nie chodzi o to w zwiazku zeby jedna osoba podejmowala zyciowe decyzje. Zastanawialam sie nad tym pol roku, powiedzialam dla chlopaka o swoich planach, ze chce zostac zagranica na dluzej i ze daje mu pol roku na jakies decyzje, gdyby mi sie oswaidczyl moze byloby inaczej, moze bym sie zgodzila, moze bysmy wrocili do Polski i moze bylibysmy nadal ze soba. Po pol roku nic sie nie zmienilo i chyba dobrze ze tak sie stalo, bo teraz jestem pewna ze nie kochalam go juz od dawna, a traf chcial ze poznalam innego chlopaka i po tygodniu zerwalam. Potrzebna mi byla taka terapia wstrzasowa, ktos inny, zebybm uswiadomila sobie ze naprawde nie chce juz z nim byc. I obojetnie co by sie wtedy stalo, czy bylabym z tym nowopoznanym czy nie, wiedzialam ze nie chce wrocic. Od pol roku jestem z chlopakiem ktorego wtedy poznalam, jest mi z nim bardzo dobrze, ale niestety mamy wlasnie kryzys w zwiazku i moze nie jestem osoba kompetentna do udzielania jakichkolwiek rad, ale wiem ze chce z nim byc i o to bede walczyla, mysle ze wlasnie jego kocham, bo inaczej nie chcialabym tego robic. Wiem ze moze wydawac Ci sie to trudne, bo tez sobie nie wyobrazam zycia bez niego, boje sie zostac sama, ale skoro po 5 latach masz takie watpliwosci, to co bedzie na rok, za 2 lata. Znajdziesz sobie kogos innego, kogo pokochasz i wiem ze ze mna bedzie tak samo jezeli nie przetrwamy tych chwil, ale nie warto sie zalamywac, trzeba dzialac Wszyscy mężczyźni są tacy sami, mają tylko różne twarze, żeby można było ich rozpoznać 3 Odpowiedź przez Desire1987 2009-05-28 14:08:20 Desire1987 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-05-20 Posty: 1,282 Odp: toksyczny związek z facetem którego nie kocham nie stać Cie na wynajecie pokoju? przeciez pracujesz? moze sie uda...poszukaj poprzegladaj ogłoszenia...nie ma sensu tkwic w czyms takim! sama dobrze o tym wiesz...zbierz sie w sobie i zacznij działac! nie masz naprawde nie masz zadnej kolezanki z która mogłabys pomieszkac?dlaczego robisz z siebie zyciowa nieudaczniczkę? i z góry zakładasz ze bez niego nie dasz sobie rady??jesli naprawde nie starcza Ci kasy na wynajęcie pokoju to moze pomysl o poszukaniu sobie nowej pracy? Wiesz dlaczego Twój facet sie tak zachowuje? Dlaczego jest obojętny i nie robią na nim wrazenie grozby ze sie wyprowadzisz?? bo i tak wie ze tego ine zrobisz! Ty tez to wiesz...i utwerdzasz go w fakcie ze bez niego jestes nikim! ze nie dasz sobie sama rady! a przeciez to bzdura!! Nie rób z siebie męczennicy i ofiary losu...wez sie w garsc dziewczyno i zacznij cos robic ze sobą!! nic samo do Ciebie nie przyjedziei nie mówie tak zeby Cie dołowac tylko zebys sie otrząsneła ze twoje zycie sie nie zmieni jesli nic z tym ine zrobisz...wręcz przeciwnie..będzie gorzej!a co zrobisz jelsi on któregos dnia powie Ci zeby s sie wyniosła bo ma kogos albo nie chce z Tobą zyc?? jak sobie wtedy poradzisz z przekonaniem ze nie dasz sama sobie rady?? na dworzec pójdziesz?? " Bo Miłość boli" powiedział zając ściskając jeża... 4 Odpowiedź przez nieszczęśliwa 2009-05-28 14:41:48 nieszczęśliwa Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-05-28 Posty: 3 Odp: toksyczny związek z facetem którego nie kochamDziękuje Drogie dziewczyny, że zainteresowałyście się moim postem, jestem ogromnie wdzięczna. Do Desire 1987 - naprawdę nie mam ani jednej koleżanki u której mogłabym zamieszkać, żadna z nich nie ma takich warunków aby przyjąć mnie pod swój dach, zresztą samych koleżanek mam bardzo nie wiele a poza tym nie można komuś siedzieć na głowie niewiadomo jak długi czas. To prawda, pracuje ale nie zarabiam nawet tysiąca, czesne za szkołe wynosi 300zł., kolejne 300zł. wynajęcie pokoju a gdzie reszta na życie?, na rodziców nie mogę liczyć. Wiem, że On zachowuje się tak bo doskonale wie o tym, że choćby niewiadomo jak się między Nami nie działo to ja cały czas będe tkwić w tym marażu i nic z tym nie zrobie..., przyzwyczaiłam się do wygody, do spokoju w domu i do bezproblemowej pracy i żadnej z tych kwesti nie umiem zmienić, tak żeby zacząć żyć inaczej, żeby coś zmienić. Zrobiłam się wygodna bo po prostu jest mi tak dobrze, chce zmiany ale nie robie nic w tym kierunku i tak sobie czekam, w swoim cierpieniu jak Mu przejdzie, jak się pogodzimy, bo przecież zawsze prędzej czy później się godzimy i znowu będę udawać że jest ok, jaka tp ja jestem "szczęśliwa" i w ogóle. Wiecie, ja mam tendencję do użalania się nad soba, z Niego robie Pana a z siebie niewolnicę, mam bardzo niskie poczucie właśnej wartości, jestem samotnikiem, żyjącym w swoich marzeniach, od Niego się uzależniłam, wszystko zawsze robiłam pod Niego, byle byśmy się nie kłócili, byle by było dobrze, musiałam wielokrotnie zaciskać język za zębami ponieważ jemu nic kompletnie od siebie nie możnaq powiedzież bo za chwilę się obraża, to jest Jego stara metoda i zagrywka. Nie wiem, ale cały czas się boje, żal mi tych wspólnych lat, wspomnień, bo przecież nie zawsze było źle, bywały dobre chwile, nie wyobrażam sobie jak bym się miała pakować, tyle wspólnych rzeczy, jak zostawić za sobą 5 letni związek i zacząć żyć od nowa, ale już samemu?..., nie wiem. Jestem od Niego uzależniona, tak, wiem o tym, wydaje mi się że jak nie On to nikt inny, że nie jestem warta niczyjego zainteresowania, ale czuje w głębi serca że go nie kocham..., serca się nie oszuka, przez ten cały czas ciągle oszukuje siebie, wiecie jakie to trudne każdego dnia grać, udawać mówic "kochanie", że się tęskniło itp., itp., mówiłam tak do Niego i kłamałam, oszukiwałam własne serce, i choć nie raz było też dobrze a On potrafił być czuły i taki kochany i co by dla mnie nie zrobił to i tak nie miało to dla mnie większego znaczenia. 5 Odpowiedź przez Marta_Zurowska 2009-05-28 14:46:00 Marta_Zurowska Net - EKSPERT Nieaktywny Zawód: psycholog, psychoterapeuta Zarejestrowany: 2009-02-10 Posty: 157 Wiek: 26 Odp: toksyczny związek z facetem którego nie kocham Przeczytaj swoj post i powiedz co bys poradzila gdyby pisal to ktos inny??Tylko nie pisz "ja bym poradzila to, ale ze mna to co innego, bo ja...." tylko napisz co bys poradzila a potem dalej pogadamy:) "Odkryj kim jesteś i pozostań sobą"Gabinet psychologiczny 6 Odpowiedź przez ewka85 2009-05-28 14:54:04 ewka85 Dobry Duszek Forum Nieaktywny Zawód: Grafik komputerowy Zarejestrowany: 2009-05-27 Posty: 110 Wiek: 24 Odp: toksyczny związek z facetem którego nie kocham My mozemy pisac i doradzac Ci, ale jezeli sama nie bedziesz pewna czego chcesz, to nie ma szans ze cos sie zmieni. Nikt nie mowi ze bedzie latwo. Przypuszczam ze za dwa miesiace tez bedzie mi ciezko jezeli nie wyjdzie mi z moim chlopakiem, wszyscy moi wspollokatorzy wracaja do Polski, Slowacji, zostane sama, z marna wyplata, bo pracuje 3 dni w tygodniu i rowniez place za szkole, ale zrezygnuje z czegos, z zakupow, silowni, innych wydatkow i sobie poradze, ty tez, nie bedzie tak zle. Poszukaj jakiegos pokoju, moze nie ze studentami, a przy jakiejs rodzinie, albo ze starsza osoba, u nich naprawde nie bedziesz placila duzo. Poczatki beda trudne, bedziesz za nim tesknila, moze nawet bedziesz chciala wrocic, ale to bedzie tylko przyzwyczajenie, w koncu to 5 lat. Tez mialam taki problem, po 3 miesiacach nawet przespalam sie ze swoim bylym, a po tym bylam juz na 100% pewna ze nie chce z nim byc i ze nic do niego nie czuje. A najlepiej sprobuj inaczej, wyjdz gdzies, rozerwij sie, poznawaj ludzi, przetrzymaj tak jeszcze troche, zobaczysz, poznasz kogos, zakochasz sie i razem ulozycie sobie zycie, tak jak ja Wszyscy mężczyźni są tacy sami, mają tylko różne twarze, żeby można było ich rozpoznać 7 Odpowiedź przez Desire1987 2009-05-28 14:57:19 Desire1987 Przyjaciółka Forum Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-05-20 Posty: 1,282 Odp: toksyczny związek z facetem którego nie kocham a moze Ty powinnas do psychologa pójsc? sama sie pogrązasz... " Bo Miłość boli" powiedział zając ściskając jeża... 8 Odpowiedź przez ewka85 2009-05-28 14:59:51 ewka85 Dobry Duszek Forum Nieaktywny Zawód: Grafik komputerowy Zarejestrowany: 2009-05-27 Posty: 110 Wiek: 24 Odp: toksyczny związek z facetem którego nie kocham Desire twoje teksty sa troche nie na miejscu, dziewczynie trzeba wytlumaczyc, poradzic, a nie jeszcze bardziej ja dolowac. Tak, niech idzie do psychologa, wyda kase i to jej pomoze... Ja mysle ze ona wie co robic, ale po 5 latach to nie jest latwe, szczegolnie jak sie nie ma nikogo. ale tak nie moze byc, trzeba sie wyrwac z tego bagna za wszelka cene Wszyscy mężczyźni są tacy sami, mają tylko różne twarze, żeby można było ich rozpoznać 9 Odpowiedź przez nieszczęśliwa 2009-05-28 16:39:58 nieszczęśliwa Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-05-28 Posty: 3 Odp: toksyczny związek z facetem którego nie kochamEwka, bardzo Ci dziękuje za te miłe słowa, ja już kiedyś chodziłam do psychologa, fakt, że było to jeszcze przed tym związkiem, ale wtedy nic mi nie pomógł i nie sądze żeby teraz coś zmieniło się w tej kwestii, po prostu nie wierze w tych "uzdrowicieli", wysłuchają człowieka, zalecą Ci kilka żelaznych sposobów radzenia sobie a i tak ze swoim problemem pozostajesz do końca sam. Ja doskonale wiem co powinnam zrobić, tylko tak jak właśnie piszesz po 5 latach wspólnego bycia, mieszkania, wspólnych spraw jest to naprawdę dla mnie strasznie trudne, do tego jeszcze dochodzi to że jestem bardzo wrażliwa, płaczliwa, wszystko przeżywam, nie mam się tak naprawdę do kogo zwrócić ze swoimi. problemami 10 Odpowiedź przez agol 2009-05-28 19:28:39 agol Słodka Czarodziejka Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-05-28 Posty: 185 Odp: toksyczny związek z facetem którego nie kochamWitam! Czytając Twoją wiadomośc aż ciarki przebiegły mi przez plecy! Tak jakbym czytała własną historię związku! Ja zrobiłam miesiąc temu decydujący krok i wyprowadziłam się (przebieg opisałam w wątku "miłośc" na tym forum). Nie wiem czy dobrze zrobiłam, odczuwam okropny ból ale tkwic już w tym dalej nie mogłam! Myślę, że powinnaś zrobic to samo, jeśli będzie mu zależało to wyciągnie wnioski i odnajdzie Cię! Powodzenia! 11 Odpowiedź przez .niezależna 2009-05-28 22:41:47 .niezależna Słodka Czarodziejka Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-05-10 Posty: 161 Wiek: 30 Odp: toksyczny związek z facetem którego nie kocham dziewczyno -poradzisz sobie -tylko naprawde musisz chcieć-on czuje władze nad Tobą więć -sama wiesz co to oznacza -Twoje uzależnienie od niego -Twoje zycie sie nie zmieni dopuki sobie nie powiesz dosc tego -zaczynam od nowa-przechodziłam przez podobny układ- wiem jak to trudno sie wyrwac z takiej matni -ale jak spadłam na dno -miałam tylko jedne wyjście -albo nigdy nie wstane albo -do góry i tak pełzłam na powierzchnie i jest coraz lepiej naprawdę .Podnies sobie poprzeczke nie tkwij w takiej stagnacji Nikt nie zasługuje na twoje łzy, a ten kto na nie zasługuje, na pewno nie doprowadzi cię do płaczu 12 Odpowiedź przez Dotta 2009-07-21 22:27:33 Dotta Niewinne początki Nieaktywny Zarejestrowany: 2009-07-21 Posty: 1 Odp: toksyczny związek z facetem którego nie kocham Do nieszczęśliwa:Zaglądasz tu jeszcze? Dokonałam rejestracji bo sama jestem teraz w związkowym dołku, a poza tym przeczytawszy Twoją krótką autoprezentację zauważyłam że jesteśmy szalenie podobne! Też nie mam przyjaciół, jestem skrajnie introwertyczna itp, pomimo tego że lubię ludzi, to odczuwam niechęć do kontaktów z nimi. Jak byś chciała pogadać albo zaprzyjaźniec to mój nr gg: 40 20 429 Pozdrawiam Dorota Strony 1 Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

jestem z facetem którego nie kocham